reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
3
18:00

Kebavita już przed tym spotkaniem była pewna spadku z 1. ligi. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja UEFY, która wciąż walczy o miejsce w czołowej piątce. Wydawało się więc, że to właśnie oni będą bardziej zmotywowani, by sięgnąć po komplet punktów. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.

Od pierwszego gwizdka zawodnicy Kebavity ruszyli do ataku na pełnych obrotach. Grali agresywnie, odważnie i przede wszystkim bardzo skutecznie. Bramki wpadały do siatki UEFA Mafii jedna po drugiej, a jeszcze przed upływem połowy pierwszej części meczu na tablicy wyników widniał już rezultat 5:0. Trudno było uwierzyć, że drużyna walcząca już tylko o zachowanie honoru po spadku prezentuje taką energię i determinację. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość UEFA Mafii – mimo bardzo trudnego początku nie zamierzali się poddawać. Zdołali wrócić do gry i jeszcze przed przerwą zdobyli trzy bramki. Wynik 5:3 zapowiadał emocjonującą drugą połowę i dawał nadzieję, że losy spotkania mogą się jeszcze odwrócić.

Nic z tego. Po zmianie stron Kebavita wyglądała jeszcze lepiej niż wcześniej. Zawodnicy w czerwonych koszulkach całkowicie przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku, narzucili swoje tempo i raz po raz rozrywali defensywę przeciwnika. Z każdą kolejną minutą ich przewaga rosła, a UEFA sprawiała wrażenie drużyny, która straciła wiarę w odwrócenie losów meczu. W pewnym momencie rywale po prostu opuścili ręce, a Kebavita bezlitośnie to wykorzystała.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się efektownym zwycięstwem 14:5 dla zespołu w czerwonych koszulkach. To był jeden z tych meczów, w których wynik doskonale oddaje przebieg wydarzeń na boisku.

Największymi bohaterami spotkania byli Yusuf Epcim oraz Dembele Phi. To właśnie oni dyrygowali grą ofensywną swojej drużyny, napędzali kolejne akcje i mieli ogromny udział w wysokim zwycięstwie. Dzięki ich świetnej postawie Kebavita pokazała, że mimo nieuniknionego spadku potrafi walczyć do samego końca i zakończyć sezon z podniesioną głową.

4
19:00

Jeszcze do przerwy nic nie zapowiadało tak wysokiego wyniku. Ostatecznie Uragan rozbił Expo Team 15:4, a kluczowa okazała się druga połowa, w której gospodarze całkowicie zdominowali wydarzenia na boisku.

Expo Team zaskoczył rywali już na początku spotkania. Dwa szybkie gole Góreckiego dały gościom prowadzenie 2:0. Uragan szybko przejął jednak inicjatywę i zaczął coraz częściej zmuszać przeciwników do błędów przy rozegraniu. Pierwszą bramkę zdobył Manuilov po przejęciu niedokładnego podania bramkarza, a chwilę później sam doprowadził do wyrównania po efektownym rajdzie przez pół boiska. Gdy Pawłowski ponownie wyprowadził Expo Team na prowadzenie, gospodarze nie potrzebowali wiele czasu na odpowiedź. Jeszcze przed przerwą odrobili straty i odwrócili losy spotkania, schodząc do szatni z jednobramkową zaliczką.

Po zmianie stron przez kilka minut obie drużyny miały swoje okazje. Szczególnie zawodnicy Expo Team mogą żałować niewykorzystanych sytuacji z początku drugiej połowy. Zamiast doprowadzić do wyrównania, pozwolili rywalom złapać wiatr w żagle. To był moment, w którym mecz zaczął wymykać się gościom spod kontroli. Uragan raz za razem znajdował drogę do siatki i błyskawicznie powiększał swoją przewagę. Gospodarze imponowali intensywnością, płynną wymianą pozycji i skutecznością pod bramką rywala. Expo Team coraz trudniej było nadążyć za tempem narzucanym przez przeciwników, co znajdowało odzwierciedlenie na tablicy wyników.

Szczególnie skuteczny był Oskar Zaks, który rozegrał kapitalne zawody i zakończył mecz z dorobkiem aż ośmiu bramek. To właśnie jego skuteczność najlepiej oddaje przebieg drugiej połowy, która z wyrównanego spotkania przerodziła się w prawdziwy ofensywny koncert Uraganu.

Wynik 15:4 mówi sam za siebie.

5
20:00

Spotkanie pomiędzy Siriusem a KS Presley Gniazdowy dostarczyło kibicom wielu zwrotów akcji oraz walki do samego końca. Ostatecznie to gospodarze mogli cieszyć się ze zwycięstwa 7:4, jednak wynik nie oddaje w pełni przebiegu tego widowiska.

Już przed pierwszym gwizdkiem było widać, że Sirius bardzo poważnie podszedł do tego meczu. Gospodarze dysponowali szeroką kadrą, przyjeżdżając na spotkanie z dwoma pełnymi składami, co pozwalało im utrzymywać wysokie tempo gry i realizować założenia taktyczne. Przewaga liczebna oraz świetna organizacja były widoczne od pierwszych minut.

Pierwsza połowa przebiegała pod kontrolą gospodarzy. Sirius dominował zarówno pod względem posiadania piłki, jak i liczby stwarzanych sytuacji bramkowych. Dobra współpraca między formacjami oraz regularne rotacje zawodników przynosiły efekty, a wynik 3:1 do przerwy był w pełni zasłużony. Po zmianie stron obraz meczu zaczął się jednak zmieniać. Goście z KS Presley Gniazdowy wyglądali coraz lepiej, a z każdą minutą było widać, że zaczynają się ze sobą coraz lepiej rozumieć na boisku. Ich determinacja i przyniosła efekty, ponieważ nie tylko odrobili straty, ale w pewnym momencie sensacyjnie wyszli na prowadzenie 4:3.

Ten fragment meczu pokazał ogromny charakter gości. Niestety dla nich, kosztowało to bardzo dużo sił. Dysponując zaledwie jedną zmianą, zawodnicy KS Presley Gniazdowy musieli włożyć ogrom pracy w odwrócenie losów spotkania, co z biegiem czasu zaczęło być coraz bardziej odczuwalne.

Gospodarze wykorzystali swoją przewagę kadrową w najlepszy możliwy sposób. Świeżość, nieustanny ruch i konsekwentnie budowane akcje sprawiły, że Sirius ponownie przejął kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Zawodnicy gospodarzy cały czas utrzymywali wysoką intensywność gry, co pozwoliło im zdobywać kolejne bramki i stopniowo budować przewagę. Ostatecznie Sirius zwyciężył 7:4, potwierdzając swoją bardzo dobrą dyspozycję oraz świetne przygotowanie do tego spotkania. Kluczowym czynnikiem okazała się szeroka kadra i możliwość utrzymania wysokiego tempa przez pełne 50 minut.

Na słowa uznania zasługuje jednak również KS Presley Gniazdowy. Mimo ograniczonej liczby zmian goście walczyli ambitnie do ostatniego gwizdka i przez długi fragment drugiej połowy potrafili postawić faworyzowanych rywali w bardzo trudnej sytuacji.

Reklama